2012-01-30 12:54:23
Reshi powoli odzyskiwał wzrok. Przejście do piekła nie należało do najprzyjemniejszych.
- Witaj, dockspelare! – zawołał Lucyfer. – Cieszę się, że znów cię widzę.
- On mówi do ciebie – szepnął Astaroth Reshiemu.
- Och, witaj – odpowiedział mężczyzna. – Jak on mnie nazwał? – spytał ciszej demona.
- Nazwał cię dockspelare. Nie pytaj dlaczego, bo nie wiem.
Lucyfer podszedł do człowieka i uściskał jak brata.
- Już od dawna cię wyczekiwałem – powiedział. – Jesteś tu bardzo potrzebny.
- Ja? – zdziwił się Reshi. – Przecież jestem tylko człowiekiem, na do datek martwym. Co ja mogę?
- Możesz pomóc mi dojść do władzy.
- To ty nie rządzisz piekłem? – niedowierzał mężczyzna. – Kto w takim stoi na czele wszystkich diabłów?
- Po pierwsze, wolimy określenie demon, jest ono bardziej trafne.
- Dlaczego?
- Nie przezywaj – zirytował się Lucyfer. – Wszystko ci wyjaśnię. Określenie demon jest lepsze, ponieważ oznacza istotę, która znajduje się między bogiem, a człowiekiem; a to, że katole kojarzą nas ze wszystkim, co złe, to już tylko ich sprawa.
- Czy to oznacza, że nie jesteście źli? – dopytywał człowiek
- Nie no, jesteśmy źli. Nawet bardzo, ale tylko dla tych, którzy na to zasługują. Zwykle działamy dla dobra. Dobra własnego, no ale jednak... – koślawo zakończył demon.
- Aha... Wszystko rozumiem – z ociąganiem powiedział Reshi. – Ale, ale! Wróćmy do mojego pytania. Kto rządzi piekłem?
- Djävulen – rzekł Lucyfer. – Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Mógłbyś powtórzyć – poprosił człowiek.
- Czy chciałbyś wiedzieć coś jeszcze?
- Nie to. To wcześniej.
- Znaczy... – zastanawiał się demon. – A! Djävulen.
- Skąd u was takie dziwne nazwy?
- A bo ja wiem. Jak tu trafiłem, to już tak było.
- No to może mi jeszcze powiesz, co oznacza dockspelare?
- Gdzie usłyszałeś to słowo? – przestraszył się Lucyfer.
- Powitałeś mnie nim.
- A... faktycznie. Popatrz wyleciało mi to z głowy. To jest twój tajny, oficjalny przydomek.
- Tajny?
- Tak
- Oficjalny?
- No, no.
- To się nie trzyma kupy – powiedział Reshi.
- Oj tam. Się będziesz szczegółami przejmował.
- Ale nadal nie wiem, co on oznacza – nie dawał za wygraną człowiek.
- Ja też nie – odparł Lucyfer. – Ale za to wiem, że tak właśnie nazywa cię przepowiednia.
- Przepowiednia powiadasz. A cóż to za przepowiednia? – zapytał Reshi z udawaną ciekawością.
- Mówi ona, że gdy przybędziesz do piekła sprawisz, że ja, Lucyfer, zasiądę na tronie piekielnym.
- Jak mam tego niby dokonać?
- A o tym już przepowiednia nie wspomina.
- Jaka szkoda. Bo widzisz, jest taka sprawa, że nie mam pojęcia jak tego dokonać.
- Nie bój nic, coś się wymyśli. A teraz idź spać, wypocznij. Astaroth zaprowadzi cię do twojego pokoju. – Powiedziawszy to, demon oddalił się.
- Chodź, ludziu. Pokarzę ci, gdzie będziesz zlegał – powiedział Astaroth.
- Czekaj, może chociaż ty mi wyjaśnisz, kim jest ten Djävulen?
- On rządzi piekłem.
- Tak, to już wiem. Ale może coś więcej?
- A kiedy ja nic o nim nie wiem. Zanim tu przybyliśmy, on już siedział na tronie i tak jest do teraz. Władca z niego żaden, bo tylko by piwo żłopał i kobitki zaliczał. Już ten idiota Lucyfer będzie lepszy od niego.
- A nie wydaje ci się, że jak tylko tron wpadnie w ręce Lucyfera, to z piekła zrobi się niezły burdel? Przecież, jak słusznie zauważyłeś, on jest idiotą – rzekł Reshi.
- Ale będzie przynajmniej wesoło. No, jesteśmy – powiedział Astaroth zatrzymując się przed drewnianymi drzwiami. – Na biurku leży klucz i mapa pałacu. Gdybyś czegoś potrzebował, krzycz. Chociaż wątpię, by ktokolwiek cię usłyszał. – Po tych słowach demon doszedł, zostawiając zdezorientowanego Reshiego przed pokojem. Człowiek pewnie jeszcze długo stałby przed drzwiami, gdyby nie przybył kolejny demon.
- No co tak stoisz? Właź – ponaglił Reshiego.
- Kim jesteś? – zapytał człowiek, gdy weszli do pokoju.
- Nazywają mnie Asmodeuszem.
- Zaraz – zastanowił się Reshi – przecież to ty zepchnąłeś mnie z urwiska.
-Wykonywałem tylko polecenia Lucyfera – powiedział w swojej obronie demon.
- Czego chcesz? – rzucił wściekły człowiek.
- Wyjaśnić kilka spraw.
- Zamieniam się w słuch.
- Zacznijmy od tego, że jesteś w pałacu Djävulena, na szczycie Płonącego Pagórka – na te słowa Reshi wybuchnął śmiechem.
- Płonący Pagórek? – pytał przez łzy śmiechu. – Weź mnie stary nie rozwalaj.
- To nie ja wymyślałem te durne nazwy! – zirytował się Asmodeusz. – Uspokój się i postaraj zachować powagę, bo sprawa jest cholernie poważna.
- Przepraszam – powiedział skruszony człowiek.
- Tak już lepiej. Wracając, Djävulen rządził piekłem na długo przed buntem Lucyfera. Osadził go tutaj Niebieski, bo uznał, że przyda się ktoś, kto przypilnuje tego przybytku rozpaczy. Teoretycznie po buncie Djävulen miał odejść na emeryturę, czy coś w tam stylu, ale jak zwykle coś się musiało spieprzyć. Nie dość, że staruch nigdzie nie odszedł, to jeszcze ustanowił się władcą tego miejsca. I nie było w tym niczego złego: on sobie siedział na tronie i opływał w luksusy, a Lucyfer sprawował rzeczywistą władzę przy minimalnych wygodach. Tak było do czasu. Siedem lat temu Lucyfer dokopał się w bibliotece do księgi z przepowiedniami. Między innymi znalazł w niej tę o „śmiertelniku, który usadowi prawowitego władcę na tronie”, z czego był bardzo kontent. Po niecałym roku poszukiwań znalazł osobnika, który nadawałby się do tej roli, czyli ciebie. Ten kawałek znasz: miałeś kłopoty, Lucyfer pomógł, obiecałeś przybyć po śmierci do piekła, no i jesteś. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie pewien szczegół – Djävulen dowiedział się o przepowiedni. No i nie był zachwycony wizją utraty pozycji. Zaszył się w swoim laboratorium na kilka tygodni, a kiedy z niego wylazł rozpylił coś w powietrzu. Ten jego specyfik otumanił wszystkie demony zamieszkujące piekło.
- To dlatego wszyscy zachowują się jak skończeni debile – powiedział Reshi. – Znaczy poza tobą. I może tym Astarothem, on jest prawie normalny.
- Na mnie środek nie działa, bo nie było mnie w piekle, gdy staruch go rozpylał. A Astaroth... Myślę, że to dlatego, że on też często przebywa na powierzchni; tam może oddychać nieskażonym powietrzem i uwalnia się spod działania specyfiku.
- No dobrze, ale jaka jest moja rola – zaciekawił się człowiek.
- Powiem szczerze: nie mam pojęcia. Gdyby choć na chwilę ocucić Lucyfera, może mógłby nam podpowiedzieć, co robić.
- Czy wiesz, jak tego dokonać?
- Niestety nie – odparł zrezygnowany demon. – Gdybym wiedział, już dawno bym próbował. Ale! Zagaduję cię, a ty pewnie zmęczony. Wypocznij, jutro wpadnę i może wpadniemy na jakiś pomysł. – Asmodeusz ukłonił się na pożegnanie i wyszedł.
Dopiero teraz Reshi mógł przyjrzeć się swojemu mieszkaniu. O dziwo, było ono dokładnym odwzorowaniem jego ziemskiego mieszkania; każdy mebel, każde naczynie stało tak, jak je zostawił, wychodząc. Brakowało jedynie Pauliny, ale tą myślą nie przejmował się zbyt długo. Opowieść demona zajmowała myśli Reshiego, nie pozwalając skupić się na niczym innym. W końcu, zmęczony człowiek położył się spać. Wiedział, że dzień jutrzejszy przyniesie mu jeszcze więcej wrażeń.
skomentuj (0)